poniedziałek, 15 kwietnia 2019

NAUCZYLI MNIE WALCZYĆ, ALE NIE NAUCZYLI MNIE MYŚLEĆ [Jennifer L. Armentrout - "Dwa światy"]

Autorka: Jennifer L. Armentorut
Tytuł: Dwa światy
Tytuł oryg.: Half-Blood
Cykl: Covenant
Tom: 1
Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 380

Opis: Hematoi pochodzą ze związków bogów ze śmiertelnikami, a dziecko pary czystokrwistych posiada nadludzkie moce. Potomkowie Hematoi i śmiertelnika... cóż, nie za bardzo. Ci, będący półkrwi, mają dwa wyjścia: mogą zostać wyszkolonymi protektorami, którzy tropią i zabijają daimony, lub sługami w domach tych wyżej postawionych.
Siedemnastoletnia Alexandria woli ryzykować życie w walce, niż skończyć jako służąca. Uczniowie Przymierza muszą przestrzegać kilku zasad. Alex ma z tym wyraźny problem, zwłaszcza z najważniejszą z nich: związki pomiędzy tymi czystej krwi, a półkrwistymi są zakazane. Niestety, dziewczynie bardzo podoba się pewien niesamowicie przystojny Aiden. Uczucie, jakim go darzy, nie stanowi jednak jej największego problemu. Dużo trudniej jest pozostać przy życiu na tyle długo, by ukończyć szkołę Przymierza i stać się protektorem.
Jeśli zawiedzie, spotka ją los gorszy niż niewola czy śmierć: zostanie zmieniona w daimona i będzie ścigana przez Aidena, a to naprawdę byłoby do bani.
[opis wydawcy]

W dzisiejszych czasach, kiedy wszystkie tematy zostały już literacko przewałkowane, trudno znaleźć coś, co wychodziłoby daleko poza utarte schematy – choć tyczy się to każdego gatunku, jestem w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że prym sztampowości wiodą tutaj młodzieżówki. Od lat jesteśmy zasypywani powieściami dla młodszych czytelników, które są do siebie bliźniaczo podobne. Niby nie jest to nic złego, w końcu nawet schematy mogą zostać ubrane w coś przyjemnego, jednak dobrze wiedzieć, gdzie znajduje się granica, po której przekroczeniu czeka nas już tylko czytelnicze opłakiwanie głęboko pogrzebanych w ziemi nadziei. Czy Dwa światy dostarczyły mi kolejnego powodu do wykupienia całego wagonu chusteczek w Biedronce? Na szczęście nie, jednak po zakończeniu lektury miałam ochotę poddać ją torturom opierającym się na wszystkich żywiołach panujących nad naturą…


KIEDY KOTLET JEST TRUDNY DO STRAWIENIA, ALE KONIECZNY DO ZJEDZENIA...

Czytałam już kiedyś powieść napisaną przez Jennifer L. Armentrout. Był to znany i dosyć popularny w Polsce Obsydian. Książka nie uchodziła za nie wiadomo jak cudowną, ale ostatecznie przez nią przebrnęłam i stwierdziłam, że pomimo schematów nie była taka zła. Po Dwóch światach spodziewałam się czegoś więcej, bo już sam opis zapowiadał bardziej skomplikowaną fabułę, jednak ostatecznie podarowano mi odgrzanego, starego kotleta otoczonego niesmaczną panierką, a ja nauczona sprawiedliwości wobec wszystkich książek, które pochłaniam, postanowiłam przemęczyć się i jakoś do końca go strawić. Udało się, ale niestrawność pozostanie we mnie jeszcze przez kilka dni.
Myślę, że gdybym wciąż była nastolatką, mogłabym ocenić tę powieść nieco wyżej, ale jedno jest pewne: na pewno nie zmieniłoby się moje pragnienie, aby zabić główną bohaterkę własnymi rękami. Co takiego złego było w Alexandrii, że zniszczyła mi skutecznie radość z lektury? Wszystko to, czego nie powinny mieć w sobie jakiekolwiek bohaterki. Dziewczyna myślała wyłącznie o sobie, posiadała mięśnie zamiast mózgu (tak samo jak w tytule recenzji, sama stwierdziła, że nie nauczono jej myśleć, tylko walczyć), nie trzymała się żadnych zakazów, nawet jeżeli poprzez łamanie zasad miała podpisać na siebie wyrok, i nie wiedziała, kiedy powinna się zamknąć. To taki typ cwaniackiej nastolatki, której nikt nie może podskoczyć. Bardzo często wprowadzała w kłopoty nie tylko siebie, ale również inne osoby, i to dobrowolnie. Oczywiście autorka dodała do tej kreacji cały pakiet schematów. Dziewczyna musiała być silna i na dodatek lepsza niż niejeden uczeń w całej szkole, pomimo tego, że miała przerwę od nauki walki w postaci kilku lat. Wystarczyło kilka miesięcy, żeby dotarła do tych najlepszych. Oczywiście musiała być ładna, sławna i wyjątkowa. Ach, zapomniałam o najważniejszym, w końcu czym by była główna bohaterka bez wianuszka chłopaków wokół siebie? Tu autorka już naprawdę przesadziła, ponieważ męskie postacie musiały na każdym kroku podkreślać, jaka to nie jest wyjątkowa i jak to bardzo ją lubią za to, kim jest (lub będzie). Silna centralizacja głównej bohaterki, która na dodatek jest maksymalnie wkurzająca, to dla mnie czysta przesada, tym bardziej, że kiedy robiła coś złego, padało tylko jedno zdanie o treści: „Nie powinnaś tak robić”, a potem i tak wszyscy mieli to gdzieś, w końcu Alexandria była wyjątkowa. Brawo dla autorki za to, że stworzyła boginię, którą otaczali ślepi idioci!

PERCY JACKSON WERSJA NIEPOPRAWNIE I UBOGO SKOPIOWANA

Istnieją książki, które już na samym początku wrzucają czytelnika w wir akcji, otaczając go zgrabnymi opisami. Pani Armentrout to nie wyszło. Weszliśmy w fabułę od tak, bez większego powodu. Dostaliśmy na twarz kilka losowych, szczątkowych tłumaczeń, które dużo nam nie pomogły; jakieś postacie, które nie wiadomo skąd się wzięły i typowy zabieg tępej nastolatki, która ma zamiast mózgu masło. Muszę uciekać, bo nie chcę z nimi nigdzie iść! Biegnę, biegnę, biegnę. O, dopadli mnie. Będę się wyrywać! O, może jednak nie, bo to seksowne ciacho, które nade mną wisi ma takie ponętne usta, że zaczynam sobie wyobrażać, jak mnie całuje. Cóż, książka pełna jest takich pseudo romantycznych zagrań, ale co najbardziej mnie boli, autorka ubrała to w jakąś dziwną, delikatną erotykę, która dla mnie była wręcz obrzydzająca i nawet nie potrafię powiedzieć dlaczego. Najbardziej wykrzywiła mi usta scena, kiedy jeden z bohaterów smarował plecy Alexandrii, a ona się tym nie wiadomo jak podniecała, podkreślając to, że widzi na ścianie obraz nagiej Afrodyty. Wow, erotyzm na wysokim poziomie.
Nie było tu czegoś, czego człowiek by nie przewidział, na dodatek fabuła okazała się okropnie statyczna. Nawet w momentach, kiedy powinna pojawić się mocna akcja, my dostawaliśmy jakieś skrótowe opisy, które zatracały cały klimat. Chwilami miałam wrażenie, że było ich za mało, dlatego wyglądało to jak dziwne przeskoki z jednego zdania do drugiego, gdzie oba nie miały ze sobą wiele wspólnego. Dialogi niezbyt ambitne. Ni to zabawne, ni to wzruszające. Po prostu jałowe i chwilami nawet niepotrzebne.
Jeżeli chodzi o sam zamysł fabularny, a więc stworzenie pełnokrwistych i półkrwistych potomków greckich bogów… Błagam, od razu zajeżdżało Percym Jacksonem. Może autorka starała się ubrać to w coś nowego, ale jej pomysły były bardzo, ale to bardzo płaskie. Te całe daimony, które miały być potworami wysysającymi energię z pełnokrwistych i półkrwistych były tak schematyczne, że od razu przywodziły na myśl wampiry. Na dodatek opisywanie ich „ssania” było tak samo żenujące, jak wątki naelektryzowane pseudo erotyką. Najbardziej śmieszyło mnie to, że i jedna, i druga strona po prostu ze sobą walczyły, bez żadnych konkretnych powodów. Do czego dążę? Fabuła miała być oryginalna i rozbudowana, a okazała się po prostu słaba.

MĘSKI WIANUSZEK WSPANIAŁOŚCI 

Przy kreacjach niektórych bohaterów nie było już tak źle, jak w przypadku Alexandrii. Na początku bardzo intrygował mnie Aiden. Godziło mnie w bok tylko to, że wszyscy uznawali go za chłodnego, a w rzeczywistości był po prostu… stonowany. To duża różnica. Poza tym ciągłe powtarzanie, że się nie uśmiecha uchodziło za nieco zabawne, kiedy co drugi dialog wybuchał śmiechem. Jako postać sprawował się dobrze, bo nie latał od razu za spódniczką głównej bohaterki, ja jednak wiedziałam, że autorka koniec końców go zepsuje. I zepsuła. Tylko go pochłonęła miłość i BUM! Cała kreacja pękła, odchodząc w dal schematów. Bo przecież ludzie, którzy się zakochają, od razu zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni, jakby im ktoś mózg laserem przysmażył. 
Całkiem ciekawą postacią był Seth. Przynajmniej jego lubiłam tutaj do samego końca. Nieco zabawny, pewny siebie, wyluzowany… Dzięki niemu nawet więź, która powstała pomiędzy nim a Alexandrią uchodziła za całkiem ciekawą, tak samo jak przepowiednia, która ich połączyła.
Caleb może nie miał zbyt dużego wpływu na fabułę, ale jednak był całkiem przyjemny jako postać, szczególnie należy docenić tutaj jego przyjacielski związek z Alexandrią. Ich relacja nie była w żaden sposób wymuszona, choć jednocześnie dziwię się, że chłopak był w stanie tak wiele dla niej poświęcić. 
Reszta postaci po prostu nie była godna uwagi. Ot, jacyś tam ludzie, którzy otaczali główną bohaterkę, czyli żadna nowość.

Podsumowując. Dwa światy to schemat na schemacie i to w swojej najbardziej nieudanej wersji. Doceniłam tę książkę tylko za znikomą liczbę postaci, która była nawet w porządku wykreowana, a także za wątek dotyczący więzi pomiędzy apolinem (Sethem) i Alexandrią. Fabuła opierała się na szkoleniu, imprezach i głupim ryzykowaniu bohaterki, która zawsze pchała się tam, gdzie nie powinna. Czy polecam? Nie. I mam nadzieję, że nigdy więcej nie trafię na tak irytującą główną bohaterkę. Moja wiara w młodzieżówki po raz kolejny została zatracona.

MOJA OCENA:
★★★★☆☆☆☆☆

7 komentarzy:

  1. Szkoda, że czujesz się rozczarowana lekturą tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie chyba nie będę po nią sięgać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze na początku byłam zaciekawiona tą książką, głównie z powodu zbliżonej tematyki do Percy'ego Jacksona, którego uwielbiam, ale skoro to tylko jego podróbka na dodatek niezbyt dobra. Jeszcze najgorszym minusem dla mnie młodzieżówek jak i innych gatunków jest irytująca główna bohaterka. Czasem wtedy ciężko mi przebrnąć przez książkę, pomimo ciekawej fabuły. Po ,,Dwa światy" teraz nie zamierzam sięgać.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam do czynienia z tylko jedną książką tej autorki („Lucyfer”), chociaż „Obsydian” czeka od lat na mojej półce. Nie byłam zachwycona – ot, kolejny romans z elementami nie wiadomo czego. Po „Dwa światy” niespieszno mi sięgać. Może nawet tego nie zrobię!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie klimaty, więc koniecznie sobie zapiszę ten tytuł :D
    ~Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. O zdecydowanie odpuszczam :/

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie moje klimaty, a po przeczytaniu recenzji tym bardziej bym tej książki nie przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń