poniedziałek, 13 maja 2019

| PRZEDPREMIEROWO | Nawet jedno przykre słowo może sprawić, że zatracimy całą pewność siebie [KASIE WEST – „PRZEZNACZENIE I PIERWSZY POCAŁUNEK”]


Autor: Kasie West
Przekład: Jarosław Irzykowski
Tytuł oryginału: Fame, Fate and the First Kiss
Seria/Cykl: -
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Feeria (Feeria young)
Ilość stron: 384
PREMIERA: 15.05.2019

Lancey Barnes, odkąd tylko pamięta, marzy o byciu aktorką.
Kiedy dostaje szansę na zagranie w hollywoodzkim filmie, nie waha się ani chwili. Jej największe marzenie właśnie się spełnia!
Jednak dziewczyna szybko dostrzega, że życie w świecie reflektorów ma swoje ciemne strony. Codzienność gwiazdy filmowej jest rozczarowująca, a inni aktorzy trzymają ją na dystans. Do tego tata znajduje jej korepetytora, który sprawia wrażenie, jakby co niedziela śpiewał w chórze kościelnym. Że co?…
Ale gdy tajemniczy wróg próbuje zaszkodzić Lancey, okazuje się, że jedyną osobą, na którą dziewczyna może liczyć – w każdej sprawie! – jest ten chórzysta-korepetytor. Po raz pierwszy w życiu Lancey zastanawia się, czy to prawda, że najlepsze scenariusze pisze życie…
[Opis wydawcy]

Marzenia. Kto chociaż raz nimi nie żył? Kiedy dosięgają nas szpony rzeczywistości, często odbiegamy myślami daleko stąd, a właśnie one często nam to ułatwiają. Skok na bungee, zdobycie szczytu górskiego, kąpiel w morzu w środku zimy, znalezienie dobrze płatnej pracy, stabilizacja uczuciowa, napisanie i wydanie własnej powieści… Można tak wymieniać i wymieniać, bo co człowiek, to inna życiowa „chciejka”. Ważne jednak jest to, by pamiętać pewną zasadę: „Marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia!”. I to właśnie nią kierowała się Lancey, kiedy zaproponowano jej rolę w ekranizacji pewnej książki. Pragnąca zostać rozchwytywaną aktorką, nie mogła zaprzepaścić okazji pokazania swoich zdolności na wielkim ekranie, dlatego ochoczo podjęła się tej „misji”. Tylko jak ma sobie poradzić z tymi, którzy pragną podciąć jej ledwo rozwijające się skrzydła?


CIĘCIE! BYŁO DOBRZE, ALE MOGŁO BYĆ ZNACZNIE LEPIEJ. POWTARZAMY SCENĘ! CO, TO JUŻ TRZYDZIESTY DRUGI RAZ? A CZY KTOŚ WAM OBIECYWAŁ, ŻE BĘDZIE LEKKO?

Wystarczył dosłownie kwadrans, abym pozwoliła Kasie West wyrwać się z otaczającej mnie rzeczywistości i wrzucić w wir zdarzeń, jakie przedstawiła na kartach „Przeznaczenia...”. Z uwagą godną nauczyciela pilnującego, czy jego uczniowie nie ściągają, przyglądałam się poczynaniom zadziornej, twardo stąpającej po ziemi Lancey, poznającej nowo-stary dla niej świat od podszewki, gdzie wiele aspektów, pozornie dobrze przez nią znanych, trąci dzikością, które musiała jakoś oswoić. Pierwsze kroki w tym zawodzie wydają się łatwizną dla kogoś, kto ma na swoim koncie jakieś doświadczenie w tej dziedzinie, ale kiedy prawie za każdym rogiem następowały komplikacje – wtedy nie było już tak różowo. Obserwowałam, jak kolejno rzucane kłody pod nogi wytrącają z równowagi coraz mniej pewną siebie nastolatkę. Nie dość, że uprzykrzano jej życie na planie, próbując zniszczyć dobrze zapowiadającą się karierę, zanim ta dojrzeje i „opuści gniazdo”, to na dodatek niepokojące było to, że za tym mógł stać ktoś, komu Lancey ofiarowała swoje zaufanie! Tyle że te całe zagrywki… nie były dla mnie wyszukane. Może to wina tego, że nie jestem już nastolatką od ładnych paru lat i postrzegam niektóre rzeczy już pod innym kątem, ale to, przez co przechodziła główna bohaterka, wcale nie było jeszcze takie straszne! Żałowałam, że autorka nieco nie pogłębiła tego nękania, szukania dziury w całym i psuciu każdego dnia zdjęciowego, aby dodać więcej barw temu dramatyzmowi. Przepraszam, brzmi to koszmarnie, ale nawet w filmach dla młodzieży z wytwórni Disneya dzieciaki mają większą wyobraźnię, gdzie tam umiałam współczuć także czarnym charakterom. To oczywiście nie znaczy, że nie było mi żal naszej bohaterki! Przykro patrzeć, jak coś, co było jej największym marzeniem, wymyka się między palcami, zostawiając wiele niemiłych wspomnień. Każdy, kto ma jakieś uczucia, nie jest w stanie przejść obojętnie koło kogoś, kto cierpi, ale naprawdę, brakowało mi tego mocniejszego uderzenia. Brakowało takiej kłody, przy której trzeba nieźle się napocić, by się jej wreszcie pozbyć. A to jeszcze nie koniec moich narzekań. Co to, to nie! Przecież jeszcze muszę się poskarżyć na… przewidywalność! Pomijając już pewne wątki, gdzie wystarczyła sekunda (no dobra, może parę...), abym się połapała, jaki to może mieć przebieg, bardziej chodzi mi o tego „szkodnika”. Liczyłam, doprawdy liczyłam, że moje przypuszczenia co do niego okażą się błędne. Że chociaż przy tym Kasie West mnie zaskoczy, śmiejąc się w twarz! Niestety tak nie było. A szkoda, bo znalazłoby się tam wiele innych osób chcących zaszkodzić naszej bohaterce...
Wątek miłosny. Tak, tak, żyję z romansami jak przysłowiowy pies z kotem, gdzie tutaj także mogło się to uaktywnić, bo wiedziałam, że prędzej czy później wybuchnie ogrom gorących uczuć między główną bohaterką a jej korepetytorem, Donavanem, ale… jestem tą parą zauroczoną. Nie, nie mam gorączki. Nie, żaden obcy nie przejął mojego ciała i nim nie steruje. Naprawdę podobało mi się, jak uczucie łączące tę różniącą się pod każdym względem dwójkę powoli rozkwita. Nie naciskało natarczywie na fabułę. Rozwijało się powoli, pozwalając na to, aby móc ujrzeć każdy jego przepiękny akcent. Nie ma co, kibicowałam tej dwójce, aby wreszcie zrozumieli, że do siebie pasują, nim będzie za późno! Bo utraconej szansy już bym nie zniosła! Podobały mi się również wstawki ze scenariusza. Dzięki temu miałam wgląd w to, jakie postaci odgrywają nasi bohaterowie. I przyznam, że sama bym obejrzała ten film, choć bardziej ciągnęło mnie ku książce, na podstawie której on powstawał… To już zboczenie zawodowe, nieprawdaż?

JESZCZE BĘDZIESZ STAŁ W KOLEJCE PO MÓJ AUTOGRAF. ZOBACZYSZ!

Zdawałoby się, że Lancey, która zdążyła nieco zasmakować życia przed kamerami, będzie zachowywać się jak rozkapryszona diva. W końcu niektórzy rozpoznawali ją na ulicy, także to mogła przyczynić się do tego, że sodówka uderzyłaby jej do głowy. Otóż nie tym razem! Dziewczyna zaskoczyła mnie swoją zadziornością. Cięty język może przysparzał jej niekiedy problemów, ale nie da się ukryć, że to właśnie ten element sprawił, że ją polubiłam. Nastolatka nikomu nie odpuszczała, jednak największą ofiarą jej „dogadywanek” stał się nie kto inny, jak chórzysta-korepetytor, Donavan. Biedny, musiał przyzwyczaić się do charakternej uczennicy, aby móc pomóc jej w nadrabianiu zaległości edukacyjnych. Ten duet nieraz pokazywał, że przeciwieństwa nie tylko się przyciągają, ale również sprawiają, iż czeka nas wiele niespodzianek! Szkoda tylko, że Donavan, choć pozornie kreowany na wycofanego, tajemniczego chłopaka, tak szybko zatracił te cechy. Gdyby autorka ociupinkę dłużej utrzymała go w tych granicach, Lancey miałaby jeszcze więcej problemów z rozszyfrowaniem jego natury. Co nie zmienia faktu, że go również polubiłam. Naturalny, opanowany – coraz mniej takich w literaturze dla młodzieży!
Przejdźmy jednak do nowych znajomych głównej bohaterki, bo oni także zasługują na uwagę. Amanda, dziewczyna odgrywająca w filmie rolę przyjaciółki postaci Lancey, nie tak od razu wzbudziła moje zaufanie. Cały czas przypuszczałam, że jest z nią coś nie tak, a nadmierny optymizm bierze się stąd, aby przysłonić swoją prawdziwą naturę. Myliłam się! Oceniłam ją powierzchownie jak jakiś amator, gdzie ta na to nie zasługiwała. Amanda okazała się wspaniałą kompanką, gdzie, gdyby ktoś nie wiedział, że od paru lat zajmuje się aktorstwem, nie spodziewałby się, że ma przed sobą sławną osobę. Zachowywała się normalnie, nie zadzierała nosa. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o Grancie… Ugh, jak on mnie irytował swoim egoizmem… Wyraźnie widział, jak tabloidy gnoją jego filmową partnerkę, jednak on – z urażonym przez pewien czynnik ego – wolał udawać, że nic o tym nie wie. Po prostu przechodził obok tego obojętnie, choć wiedział, że gdyby zabrał głos w tej sprawie, wielu poszłoby za nim murem. No, ale, przecież gdyby tak uczynił, nie byłoby całej „zabawy”, nieprawdaż?


To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Kasie West. Już wcześniej miałam do czynienia z napisaną przez nią serią „Pivot Point”, gdzie wplotła nadnaturalne wątki, ale nigdy wcześniej nie czytałam od niej niczego „normalnego”. Słyszałam, że w tej dziedzinie również dobrze jej się wiedzie, także nie martwiłam się aż nadto o to, czy czasem nie wpadnę w zastawioną przez kogoś pułapkę. Autorka nadal posługuje prostym, barwnym językiem, gdzie wystarczy dosłownie chwila, aby zatopić się w tworzonej przez niej rzeczywistości i zupełnie zapomnieć o obowiązkach, jakie na nas czekają w prawdziwym świecie. Nie da się jednak ukryć przenikającego przez historię banału, pozwalającemu czytelnikom na całkowite rozluźnienie, lecz nawet w nim jest zawarta ważna lekcja. Kasie West wyczula na to, abyśmy nie byli podatni na każde przykre słowa, jakie w nas uderzają. Hejt jest bolesnym narzędziem w rękach tych, którzy wiedzą, jak się nim posługiwać, ale jeżeli tylko uwierzymy w siebie oraz otoczymy się ludźmi gotowymi pomóc nam w chwilach zwątpienia, zdołamy przeciwstawić się fali bolesnych słów, na które nie zasługuje nawet ten, z którym jesteśmy zwaśnieni.

Podsumowując. „Przeznaczenie i pierwszy pocałunek” może nie jest idealną książką, gdzie każdy byłby gotowy rzucić się na nią, by poznać jej fenomen, ale nie zdołam odmówić jej uroku, jakim emanuje. Filmowa przygoda Lancey wciąga już od pierwszej strony, gdzie nawet przy błahych nastoletnich problemach zdołamy się całkowicie wczuć, nie pozwalając sobie na oderwanie się od lektury. Z tym tytułem można na moment uciec, pozwalając sobie na chwilę szaleństwa i lekkości, gdzie o to dosyć ciężko, kiedy na głowie mamy tysiąc spraw. Także, jeżeli szukasz czegoś mniej wymagającego, pozwalającego się odprężyć – śmiało sięgaj po „Przeznaczenie...”!

MOJA OCENA:
★★★★★★☆☆☆☆


16 komentarzy:

  1. Ciekawa pozycja, aczkolwiek nie wiem, czy po nią sięgnę. Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dłuższego czasu obiecuję sobie, że zapoznam się z twórczością Kasie West i może w tym roku mi się uda ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba już wyrosłam z tego typu książek ;) Jakoś nie potrafię się w nich odnaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się ciekawie :)
    pozdrawiam, Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostawię sobie ten tytuł na czas kiedy będę miała ochotę na czytelniczy reset i na lekką młodzieżową historię

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Kasie West, ta książka jeszcze przede mną bo czekam na paczkę. Już nie mogę się doczekać. I bardzo podobają mi się również polskie okładki tak ślicznie wyglądają wszystkie razem na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam nic od tej pani ale może kiedyś a książka wydaje się ciekawa :D

    MÓJ BLOG
    MÓJ FACEBOOK
    MÓJ INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno sięgnę:) Z dorobku autorki czytałam "Chłopaka na zastępstwo" i ta książka bardzo mi się podobała i myślę, że z tą będzie podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam szczerzę już dużo osób polecało mi twórczość Kasie West, jednak do tej pory się za to nie wzięłam.
    Nie jestem pewna czy ,,Przeznaczenie i pierwszy pocałunek'' to książka, która mi się spodoba, ale czasem warto sięgnąć po coś lżejszego.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię sięgać po książki Kasie West i kosztować tej lekkości i przewidywalnosci. Po ten tytuł również sięgnę, dzięki tobie nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię książki tej autorki, ale już od dłuższego czasu jestem w tyle z nimi. W wolnym czasie na pewno z chęcią sięgnę coś jej autorstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam twórczość Kasie West, ale faktycznie miewa lepsze i gorsze książki (a czytałam wszystkie oprócz tej najnowszej).

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakoś nie mam na nią ochoty ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie spotkałam się wcześniej z książkami tej autorki. Po tej recenzji mam ochotę przeczytać tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Już mam za sobą wiele książek tej autorki, wszystkie bardzo mi się podobały, dlatego pewnie skuszę się i po tę pozycję! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Mimo wszystko książka nie dla mnie, to już nie ten wiek, aby zaczytywać się w takich opowieściach. Jednak chętnie podeślę pod rozwagę tytuł mojej córce, przypuszczam, że ją może zainteresować. Na koniec roku szkolnego przyda się lżejsze czytanie. :)

    OdpowiedzUsuń