niedziela, 9 czerwca 2019

Nie warto zadzierać z silniejszymi od siebie! [K. C. HIDDENSTORM – „WŁADCZYNI MROKU”]


Autor: K. C. Hiddenstorm
Seria/Cykl: -
Gatunek: fantastyka
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 408

Nawet Bóg nie zna większej siły niż miłość. Biada temu, kto stanie jej na drodze!
Megan Rivers to przeciętna trzydziestoletnia mieszkanka San Francisco. Jedyne, co wyróżnia ją z tłumu, to tajemniczy tatuaż na plecach przedstawiający skrzydła. Pewnego dnia Megan oblewa kawą swojego szefa. Nie ma pojęcia, jakim cudem napój zmienił się we wrzątek. Od tej pory wokół niej dzieją się rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć.
Wkrótce ludzie z otoczenia Megan zaczynają umierać. Budzą się w niej niepokojące, paranormalne zdolności i dziewczyna podejrzewa, że jednak nie jest tak zwyczajna, jak jej się wydawało.
Do tego w jej życiu pojawia się tajemniczy i nieziemsko przystojny Nicholas Marlowe. Megan nie może oprzeć się wrażeniu, że doskonale go zna. Zupełnie jakby spędziła z nim wieczność…
Kim jest mężczyzna, w którego oczach skrywają się mroczne tajemnice? Jaki jest jego cel?
[Opis wydawcy]

Żądza zemsty. Do czego jesteśmy zdolni, kiedy ktoś nam podpadnie? Niektórzy po prostu poprzestają na wyzywaniu danej osoby w myślach, co skutecznie uwalnia ich od negatywnych myśli, ale inni idą o krok dalej. Wylanie kawy na arcyważne dokumenty. Rozsiewanie niedorzecznych, niemalże bolesnych plotek. Zarysowanie auta śrubokrętem. Już na samo wspomnienie tego wszystkiego włos się jeży na głowie. A gdyby tak pójść o krok dalej? Nie, nie mam na myśli pozbawienia naszego „problemu” życia. Chodzi bardziej o to, aby skierować swój gniew na kogoś bliskiego naszemu wrogowi. I to tak, by odczuł go ze zdwojoną siłą. Wyobrażacie to sobie? Bo K. C. Hiddenstorm zdecydowanie, o czym świadczy obecność „Władczyni Mroku”. Jak to się wszystko rozegrało? Zaraz do tego przejdę...


„HEJ, MALEŃKA. BOLAŁO, JAK SPADŁAŚ Z NIEBA?” „NIE, TYLKO TROCHĘ SIĘ ZMĘCZYŁAM WYCZOŁGIWANIEM Z PIEKŁA!”

Kiedy, po wielu pozytywnych recenzjach, zdecydowałam się przeczytać bestsellerową „Władczynię Mroku”, oczekiwałam piekielnie dobrej przeprawy z bohaterami. Nie spodziewałam się jednak, że zostanę sponiewierana! Choć historia pozornie toczyła się leniwym rytmem, gdzie czułam, jakby mój umysł smagały same pierzaste skrzydła, w międzyczasie nadnaturalne tło przebijało się, starając odepchnąć uczucie bezpieczeństwa. Wszechobecna mroczna otoczka nakazywała mieć się na baczności. Nigdy nie było wiadomo, kiedy szara rzeczywistość odejdzie w niepamięć, zgładzona przez demoniczne siły. Autorka nie bawiła się w przepiękne, pełne jasnych barw zdarzenia, gdzie przesyt słodkości mógłby zemdlić nawet największego łakomczucha. Widziałam, jak nikłe odcienie bieli ustępowały drogę szarościom, czerni oraz szkarłatowi, kiedy gwałtowność emocji wręcz buchała ze stron. Niestety, co za dużo, to niezdrowo…
Nieraz zdarzało mi się odkładać książkę, aby odetchnąć od nadmiaru okrucieństw spływających na bohaterów wraz z rozwojem zdarzeń. Choć przeplatane czułymi słowami, tęsknymi spojrzeniami oraz pozornie niepasującymi do siebie elementami fabularnej łamigłówki, wylewające się ze stron zło ciachało nie tylko umysł, ale też duszę. Demoniczna energia zewsząd oplatała mnie, szykując do mocniejszego uderzenia. Nawet jedna, dość drastyczna scena tak zadziałała na moją wyobraźnię, iż dziękowałam sobie za to, że nic wcześniej nie jadłam, bo… och, chyba zdajecie sobie sprawę, co dokładnie mam na myśli, prawda? Również (prawie) zakończenie nieco mi podpadło. Jego „wizerunek” okazał się pełen emocji sięgających zenitu. Zapierał dech w piersi, zaciskał żołądek, wywoływał ciary na plecach, a w powietrzu wyczuwałam charakterystyczną dla posoki mieszankę rdzy i soli, co dowodzi temu, że „Władczyni Mroku” ostro oddziałuje na zmysły. Tyle że po jakimś czasie poczułam, że wszystko to, czego byłam biernym świadkiem, powoli mnie męczy. Zabrzmi to okrutnie, ale marzyłam tylko o tym, aby wyzwolić się z objęć wszechobecnej makabry, gdzie ktoś musiałby odejść z tego świata. I to raz na zawsze, by móc złapać głębszy oddech. Wiem, że takich scenerii nie da się opisać w dwóch rozdziałach, ale osoby, które są wrażliwe (oraz ich wyobraźnia działa na wysokich obrotach!) mogą odczuć to samo, co ja.

PODPADŁEŚ NASZEJ KOLEŻANCE? CÓŻ, MOŻE WARTO JUŻ TERAZ ZAŁATWIĆ WSZELKIE FORMALNOŚCI POGRZEBOWE? TAK NA WSZELKI WYPADEK…

Megan to dziewczyna (choć „kobieta” byłoby lepszym sformułowaniem dla trzydziestolatki, ale pewne czynniki sprawiają, że tamto określenie bardziej do niej pasuje), która przyciągała pecha jak magnes. Już jako dziecko straciła rodziców, niedawno pożegnano ją z nienawidzonej przez nią pracy, a jeszcze wyczuwała, że pomimo przeciętnego wyglądu, iż było z nią coś nie tak. A co było najlepszym lekarstwem na to wszystko? Obecność tajemniczego Nicholasa, przy którym Megan czuła, że może być całkowicie sobą, czyli krnąbrną, o niewyparzonym języku przyszłą autorką książki, gdzie takowa chodziła za nią już od ładnych paru lat. Sęk w tym, że im bardziej zagłębiała się w tę nagłą znajomość, tym mocniej wnikała w ten nadnaturalny świat, gdzie ten przenikał do rzeczywistości. Nie dziwiłam się, że dziewczyna nie umiała normalnie funkcjonować, kiedy adorator znikał jej z pola widzenia. Jego aura wręcz ciągnęła ją ku niemu, a umysł uparcie podsuwał myśli, jakby nie tylko w tym wcieleniu byli sobie bliscy. Tyle że ta dwójka, pomimo mojej sympatii, umiała mnie irytować. Jak dla mnie Megan była dość wulgarna (no, może nie jak Róża Krull z książek Alka Rogozińskiego, ale jednak). Sama nie jestem święta, korzystam z łaciny podwórkowej, jednak czasami wypadałoby się ugryźć w język. Natomiast Nicholas… Wiedziałam, co tak właściwie nim kieruje, ale to, co niekiedy wyprawiał, wręcz mnie parzyło. Więcej – gotowałam się ze złości. Rozumiem, że silne emocje sprawiają, że tracimy nad sobą panowanie, tylko czy warto mieszać w to niewinnych. Chociaż, czy w jego przypadku warto w ogóle zawracać sobie tym głowę?
Gabriel. Przepełniony gniewem intrygant próbujący udowodnić innym, że jest stokroć lepszy od innych. Dążący do upadku wariat, który – choć wielu zdołał przechytrzyć samymi słowami – umiał… posługiwać się tylko jednym wyzwiskiem, gdzie je namiętnie wykorzystywał podczas „rozmów” z pewną damą. Rozumiałam jego pobudki. Akceptowałam to, co się z nim działo, bo miało to spore podłoże, o które wdzięcznie się opierał, ale czy ktoś o tak wielkim umyśle nie zdołał przyswoić innych wulgaryzmów, prócz słynnej pani na „k”?

K. C. Hiddenstorm. „Władczyni Mroku” tej pani miałam na uwadze znacznie wcześniej, ale jako osoba czytająca elektroniczne książki w ostateczności pomyślałam sobie, że może kiedyś się do tego zmuszę. I jak widać, nie musiałam sięgać po ebooka, bo historia została przeniesiona na papier. Na dodatek zaszły w niej pewne zmiany, lecz ja – z wiadomych przyczyn – nie mogę ocenić, co takiego zostało zmodyfikowane. Wiem jednak to, że pani Hiddenstorm nie boi się używać pióra jak miecza, gdzie raz za razem przecina nam czytelniczą powłokę. Brutalność zszywa z bezpieczeństwem, grozę z radością, przylepiając jeszcze wiele przeciwstawnych sobie czynników. I choć nieraz czuje się lekki przesyt treścią, prawie dostaje się na to uczulenia, to i tak pragnie się odkryć, czy miłość – raz jeszcze – ponownie zatriumfuje, pokazując nienawiści, gdzie jest jej miejsce.

Podsumowując. „Władczyni Mroku” nie jest opowiastką dla ludzi o słabszych nerwach (i żołądkach). Pełna bólu, cierpienia, miłości, nadnaturalności, przepełniona gniewem historia ukazuje swoją demoniczną duszę, gdzie nawet pokropienie wodą święconą na nic by się zdało. Jeżeli jednak nie boicie się stanąć z nią twarzą w twarz, owińcie się folią bąbelkową i przywiążcie się do fotela lub łóżka, by nie dać się porwać w powietrze, by od czasu do czasu wylądować z głośnym hukiem. Chyba że lubicie być poobijani, to możecie sobie darować tak olbrzymie przygotowania do lektury!

MOJA OCENA:
★★★★★★☆☆☆☆


DEMONICZNA STREFA CYTATÓW:

Kto zbyt często spogląda w przeszłość, ten gubi teraźniejszość.

To nie nasze uczynki są złe, lecz powody, które skłaniają nas do ich popełnienia.





19 komentarzy:

  1. Ostatnio dużo słychać o twórczości tej autorki. Ja też mam w planach jej książki :D
    Pozdrawiam, Klaudia z bloga http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo fantastyki przede mną, bo listę mam długą, dopiszę i tą pozycję. Może być ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i tutaj challenge accepted - nie dla ludzi o słabych nerwach i proszę bardzo, zabieram się za to :D
    Uwielbiam okrutne i obrzydliwe książki i póki co nic nie przebiło "Ludzi z bagien", wiec sądzę, że z tą ksiązką sobie poradzę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie moje klimaty, ale nie przesądzam :)
    Pozdrawiam, Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od jakiegoś czasu moje spojrzenie kieruje się w stronę tej książki, więc pewnie prędzej czy później się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie za wysoko ocena, tzn, ze książka nie zadziwia, ale na pewno warto przeczytać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie moje klimaty...

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, fantastyka to nie moje klimaty. Tym razem opuszczam, ale ciekawa jestem kolejnych Twoich czytelniczych propozycji 🙂

    OdpowiedzUsuń
  9. Kompletnie nie ciągnie mnie do tej książki i na razie nie mam w planach jej czytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć ocena średnia, to jest jedna z niewielu książek Wydawnictwa Kobiecego, na którą zwróciłabym uwagę i dała szansę, bo jest w moich klimatach. Muszę ją przeczytać i ocenić obiektywnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio sporo tej książki w blogosferze, więc poczekam aż euforia na jej tle minie. O ile w ogóle po nią sięgnę, bo jakoś niespecjalnie mnie do siebie przekonuje ta tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam, że czasem lubię zafunkować sobie ekstremalnie intensywne przeżycia czytelnicze, kiedy nic wokół mnie nie jest w stanie odciągnąć od lektury, pogrążam się w niej całkowicie, z wielką uwagą śledząc fabułę, przeżywając na maksa uczucia bohaterów. Nie wiem, czy akurat ta książka wywowoła we mnie takie przeżycia, ale może będę miała okazję się przekonać. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie zaczynamy wspólną przygodę z tym tytułem. Jestem ciekawa jak ja go odbiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio właśnie przyjaciółka pisała mi, że lubi tego typu klimaty :D Podrzucę jej i zobaczę, jak ona na to zareaguje, dla mnie ta książka to trochę hardcore ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem pewna, że już zostawiałam tu komentarz. Nie masz czasem moderacji włączonej? W każdym bądź razie bardzo podoba mi się okładka tej książki. Trochę odbiega od fantastyki, którą czytam na co dzień, ale i tak mnie zaintrygowała. Chętnie ją przeczytam :) Recenzja, jak zawsze zresztą, świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mamy włączonej moderacji komentarzy. Najwyraźniej Twój zaginął w czasoprzestrzeni bloggerskiej, co się często zdarza. Dlatego warto upewniać się, czy komentarz został opublikowany, zanim opuści się stronę.

      Usuń
  16. Czytałam tą książkę w starej szacie graficznej. Ale dzięki uprzejmości autorki dowiedziałam się, że nie zmieniła tylko szaty ale i sporo w fabule. A to oznacza, że koniecznie muszę przeczytać jae jeszcze raz. Dlatego mam nadzieję, że się nie orbazisz, ale nie czytałam recenzji by sobie nie spoilerowac :) Kinga

    OdpowiedzUsuń
  17. W klimatach fantastyki czuję się najlepiej, więc mam nadzieję, że uda mi się w najbliższej przyszłości sięgnąć po tę książkę, bo dzięki twojej recenzji mam na nią sporą chrapkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Chociaż nie czytam fantastyki ta recenzja mnie zaciekawiła

    OdpowiedzUsuń