piątek, 4 stycznia 2019

Inna niż wszystkie inne [SUSAN ELOISE HINTON – „OUTSIDERZY"]

Autorka: Susan Eloise Hinton
Tytuł: Outisderzy
Tytuł oryg.: The Outsiders
Gatunek: literatura piękna
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 216

Opis: Outsiderzy opowiadają historię rywalizacji dwóch młodzieżowych gangów wywodzących się z odmiennych klas społecznych. Poruszające losy dzieci ulicy uczą wartości i przyjaźni, ale także prowokują do refleksji nad społeczną sprawiedliwością – dlatego sięgają po nie zarówno młodzi jak i dojrzali czytelnicy.
[opis wydawcy]

Outsiderzy to ważna lektura, szczególnie dla amerykańskiego społeczeństwa. Ma w sobie klimat wczesnych lektur szkolnych, które kazano nam czytać w podstawówce czy gimnazjum. Wiecie, te o grupach znajomych, które zastępowały sobie nawzajem rodziny, a które zawsze w jakiś sposób kończyły się tragedią. Właśnie to miałam przed oczami, gdy czytałam Outisderów. Co ciekawe, napisała ją szesnastolatka (która dziś ma już siedemdziesiąt lat) i rzeczywiście w jakiś sposób widać tu jej młodzieńczy styl pisania. Susan Eloise Hinton wpadła na pomysł uwzględnienia gangów w swojej książce, ponieważ sama była świadkiem wojny dwóch z nich w swojej szkole średniej. To klasyk, który nawet dziś jest bardzo poczytny w Stanach Zjednoczonych. Na jego podstawie powstał film, a także krótki serial. Już sama renoma tej powieści powinna zainteresować niejednego czytelnika do podjęcia z niej swojej czytelniczej podróży, A czy ja sama do tego zachęcam?

OUTSIDERSKI KLIMAT W OUTSIDERSKIEJ KSIĄŻCE

Outisderzy to wyróżniająca się pośród innych młodzieżowych dzieł książka. Uwielbiam, gdy trafię na coś innego i dziwnego, i tak też było w przypadku powyższej lektury. Fabuła nie jest nie wiadomo jak fantazyjna, ale w strategicznych momentach rozpuszcza nasze serce jak gorącą czekoladę i zmusza do wylania tysiąca łez, które z powodzeniem mogłyby wypełnić całą szklankę. Można się w niej dopatrzeć tysiąca morałów, ale najważniejszy będzie ten, który samemu się wysunie.
Ta książka jest taka, jak się nazywa – outsiderska. Inna niż wszystkie inne, bo opowiada o tych, którzy również byli inni, a to niesie ze sobą pewien tragizm. Nie jest to powieść o kwiatkach i motylkach. Raczej sprowadza nas ostro do poziomu rzeczywistości i daje do myślenia. Jak dla mnie spokojnie mogłaby wejść do kanonu lektur szkolnych w Polsce i to na rzecz jakiejś nudnej książki, która jest mordęgą dla większości uczniów.
Może nie jest to powieść idealna, ponieważ  w strategicznych momentach rzuca nam się w oczy brak opisowości konkretnych momentów, co zapewne ma związek z młodym wiekiem autorki, ale ten brak poetyckości, a wręcz twardy wydźwięk słów, pasuje do tej lektury, a szczególnie do jej głównego bohatera, który nie ukończył jeszcze czternastu lat. 
Bardzo mnie cieszyło, że pomimo brutalności niektórych zdarzeń, wcale jej nie odczuwaliśmy. Podobnie było z wulgarnością, bo pomimo tego, że tu była, ani razu nie byliśmy świadkiem jawnego bluzgania.
Stąd emanuje dziwnie młodzieńcza siła. Mogę się tylko domyślać, że młoda Hinton chciała pokazać światu, tak samo jak Kucyk, że wszyscy jesteśmy tacy sami i niczym się od siebie nie różnimy.

PRAWDZIWI, BOHATERSCY OUTSIDERZY…

Możemy się domyślać, kim byli tytułowi outsiderzy. Moim zdaniem można pojąć ich dwojako – jako cały gang, a także jako dwóch chłopców, którzy należeli do tego gangu, a jednak nieco się od swoich kompanów różnili.
Wiecie co najbardziej zaintrygowało mnie, gdy tylko otworzyłam książkę? Opis bohaterów. Autorka zrobiła to w taki ciepły sposób, że nawet największy kryminał, który latał z kosą po mieście i wielokrotnie był w więzieniu, wydawał się nam być naszym najlepszym kumplem. Hinton po prostu chciała pokazać, że wszyscy pomimo swoich wad i zalet jesteśmy ludźmi. I takich ludzi też dostaliśmy – nie czystych kryminalistów, a osoby, których często życie zmuszało do radzenia sobie na własne nie zawsze do końca dobre sposoby.
Na początku nie mogłam przyzwyczaić się do spolszczonego imienia głównego bohatera, ale rozumiem ten zabieg – w końcu książka jest dla młodszych czytelników, którzy nie muszą rozumieć, jak dziwnym imieniem jest „Ponyboy”. Dopiero spolszczony Kucyk zyskuje tutaj miano dziwnego imienia, bo doskonale wiemy, co to takiego jest. Jednak muszę przyznać, że do samego końca nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Kucyk i Oranżada. Dlaczego ich ojciec zrobił im taką krzywdę? Naprawdę dlatego, że lubił dziwne imiona?
Nasz główny outsider, czyli Kucyk, to chłopak, przy którym na myśl od razu przychodzi mi jedno określenie: „niewinny”. Niby pali jak smok i umie się bić, a jednak jako jeden z niewielu czuje się, jakby był kimś poza gangiem. Dzieckiem, które wciągnięto w całe to bagno, choć wcale tego nie chciał. Oprócz tego, że Kucyk należy do Bażantów, jest też bardzo mądrym chłopcem, który dobrze się uczy i osiąga dobre wyniki w biegach. W pewnym momencie nie rozumie już, po co to wszystko robią. Czuje również niesprawiedliwość tego świata, bo przecież to Bażanty są z góry spisane na niepowodzenie społeczne. Z jego perspektywy wszystkie zdarzenia wydają się takie prawdziwe i smutne. Jako bohatera naprawdę idzie go polubić, choć jednocześnie cały czas widzimy w nim dziecko, a więc jego dziecięce postępowanie. 
Podobnym do niego bohaterem jest Johnny. Naprawdę, tylko o tym ciemnookim chłopcu przeczytałam i od razu chciałam go przytulić do swojej piersi, szpecąc: „Nie bój się, chłopcze, ja cię obronię!”. Przerażony, zamknięty w sobie, cichy i kochany przez cały swój gang. Jak to stwierdził Kucyk: maskotka gangu. Wydaje mi się, że to najbardziej niesprawiedliwie potraktowana przez życie postać. Od początku do końca tragiczna. Johnny był szesnastoletnim przyjacielem Kucyka. Naprawdę dobrze się dogadywali i zawsze stali po swojej stronie. Nie gorzej przedstawiała się reszta bohaterów, choć było ich naprawdę wielu.
Najbardziej umiłowałam sobie zestawienie trójki braci – Kucyka, Oranżady i Darry’ego. Każdy z nich był zupełnie inny i łączyły ich zupełnie inne relacje. Oranżada był na przykład tłukiem, który pozytywnie podchodził jednak do życia, a Darry to ten chłodny i wymagający, który poświęcił swoje życie rodzinie, starając się zastąpić reszcie ojca i matkę. Czytając o nich, sama chciałam mieć takich braci.
Bażantów było dużo, ale chyba jednym z najbardziej znaczących był tutaj Dally – ten największy kryminał, który jednak miał serce. Wszyscy Bażanci mieli serca i traktowali siebie nawzajem jak rodzinę, choć nieraz sami strzelili sobie w mordę. Właśnie ta rodzinność i ciepło otoczone odmiennością tak bardzo mnie wzruszało. Naprawdę bym się nie obraziła, gdybym spotkała takich Bażantów na ulicy, choć znając ich, zapewne stosowaliby wymyślne (lub trochę mniej) sposoby na podryw.
Towary to drugi gang. W przeciwieństwie do tego pierwszego byli bogaczami, którzy uważali siebie za kogoś lepszego. Czerpali przyjemność z przypadkowego nawiązywania bójek (szczególnie z Bażantami), ubierania się w drogie ciuchy i piciu do uporu alkoholu. Sama należąca do tego typu gangu dziewczyna oznajmiła, że trochę zazdrości Bażantom, ponieważ Towary są w środku chłodni i puści. Te zestawienie naprawdę robiło wrażenie.
 Fabuła w większej mierze opowiada o Kucyku i Johnnym, którzy pewnego dnia muszą uciekać, ponieważ dokonali pewnej niewybaczalnej zbrodni. Los jednak sprawia, że mają szansę na odkupienie.
Co do bohaterów nie mam żadnych zastrzeżeń. Tak samo jak zostali na początku przedstawieni, tak potem byli również prowadzeni. Ta różnorodność i charakterystyczne dla każdego cechy były bardzo wyraźne ukazane. Do tej pory mam przed oczami każdego z nich, choć na początku myślałam, że ogrom bohaterów sprawi, iż łatwo się pogubię. Otóż nie – wszystkich widzimy w naszej głowie razem, ale też osobno. Przyjaciele i rodzina, która stara się przeżyć w tym okrutnym świecie. Naprawdę ogromne brawa za stworzenie tak prostych, a zarazem skomplikowanych postaci.

Podsumowując. Outsiderzy to książka o tych, którzy byli inni i przez to musieli sobie radzić tak, jak kazało im życie, nawet jeżeli czuli się niesprawiedliwie przez nie potraktowani. To także książka o tym, jak przyjaciele mogą w pewnym momencie stać się twoją własną rodziną i jak wiele potrafią dla ciebie poświęcić, brukając własne imię. Outsiderzy pokazują, że niczym się między sobą nie różnimy, nawet jeżeli zupełnie inaczej żyjemy, a płomienne bitwy o to, kto jest lepszy, nie są potrzebne, by to zrozumieć. To książka z morałem, która zmusi nas do przemyśleń. Pozwoli nam znaleźć w niesprawiedliwości coś, co uleczy nasze stroskane serca. I o to chyba właśnie chodziło. Ja na pewno jeszcze nieraz do niej wrócę!


MOJA OCENA:
★★★★★★★

STREFA DEMONICZNYCH CYTATÓW:

Może dwa różne światy, w których żyliśmy, były bliższe, niż nam się zdawało? Mieliśmy przecież to samo słońce…

10 komentarzy:

  1. Czeka grzecznie na półce, ale wcześniej przeczytałam kilka recenzji, które bardzo mnie zaintrygowały :) Nie mogę się doczekać, aż wezmę się za czytanie :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce. Brzmi jednak i teresująco i chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę pozycję w planach. Po Twojej recenzji może szybciej po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uniwersalne spojrzenie na poszukiwanie ciepłych więzi, zwłaszcza w młodzieńczym wieku, kiedy kształtują się nasze osobowości, marzenia, hierarchia wartości życiowych. Nie każdy może cieszyć się wsparciem rodziny, a jej brak w pewien sposób rekompensują przyjaźnie i tożsamość grupowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie widziałam tej książki, a bardzo mnie zianteresowałaś. Będę czytała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z Twojego opisu wynika, że to faktycznie mądra i ciepła książka, aczkolwiek trochę mi się skojarzyła z "Chłopcami z Placu Broni" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cenię takie wyjątkowe pozycje, które wyróżniają się na tle innych :) muszę sięgnąć! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze słyszę o tej książce. strasznie mnie zaciekawiłaś. Szykuje się przyjemne zaczytanie

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie kojarzyłam tej książki! Dzięki za podsunięcie kolejnej dobrej pozycji! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie za rzadko czytam literaturę piękną.

    OdpowiedzUsuń