środa, 13 marca 2019

Książka, który zwala z nóg! [TOMI ADEYEMI – „DZIECI KRWI I KOŚCI”]


Autor: Tomi Adeyemi
Przekład: Łukasz Witczak
Tytuł oryginału: Children of Blood and Bone
Seria/Cykl: Dziedzictwo Oriszy
Tom: I
Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 512

Kraina nazywana Orisza niegdyś tętniła życiem i magiczną mocą. Ogniarze wzniecali płomienie. Faluni przyzywali morze. Żniwiarze przywoływali dusze. Tyle że to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję.
Dziewczyna staje jednak przed szansą wskrzeszenia magii i obalenia monarchii. Z pomocą zbuntowanej księżniczki zamierza przechytrzyć zawziętego następcę tronu. Choć w królestwie roi się od złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów, największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama – musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga...
[Opis wydawcy]

Strach. Powiada się, że gdy się go nie odczuwa, można uznać się za głupca, albowiem jest nieodłączną częścią naszej egzystencji. Siedzi zgarbiony, czekając na właściwy moment, by ujawnić swoje oblicza. Wykorzystuje nieuwagę, aby niewinna mała mysz przeistoczyła się w potwora chcącego pożreć naszą duszę. Sprawia, że ten idący za nami mężczyzna przeobraża się w psychopatycznego mordercę, który tylko czeka, aż będzie mógł wykonać swój niecny plan. A co wyczynia, kiedy drżymy o własne życie?


BOGOWIE GRECCY I RZYMSCY – ZŁAZIĆ ZE SCENY! WASI KONKURENCI MAJĄ TROCHĘ WIĘCEJ DO ZAOFEROWANIA!

Ewidentnie się zakochałam. Nie, nie mam na myśli tego, że moja wizja staropanieństwa odeszła w zapomnienie. Nic z tych rzeczy. Moja przyszłość pozostaje bez zmian, bo po raz kolejny oddałam swoje serce książce. Tym razem obdarzyłam płomiennym uczuciem „Dzieci krwi i kości”, gdzie ta powieść zmaltretowała mnie doszczętnie. Odwlekałam jej lekturę tak długo, że aż mi wstyd, że tak czyniłam, bo Tomi Adeyemi z miejsca zachwyciła mnie wyczarowanym przez siebie światem. Zręcznie przemyciła skrawki mitologii afrykańskiej, sprawiając, że historia nabrała mistycznych, magicznych kształtów. Pozwoliła, aby ujrzała światło dzienne, tym samym sprawiając, żebym odkryła jej piękno, a nawet zapragnęła zgłębić wiedzę na jej temat. Zapewne tak zrobię, bo wyraźnie wyczułam, z jakim szacunkiem tego dokonała. Zaraziła mnie swoją fascynacją. I nie tylko ją. Całokształt sprawił, że ja tej książki nie czytałam – ja ją po prostu czułam. Lękałam się, kiedy brutalność, smutek oraz rozlew krwi niewinnych ibawitów, magów pozbawionych mocy, przedzierał się przez strony, nie dając o sobie zapomnieć. Drżałam, gdy narastało niebezpieczeństwo zbliżające się do bram, a powodzenie misji zależało od maleńkiego, bardzo istotnego czynnika. Uśmiechałam się jak nawiedzona, kiedy przybywały radosne momenty, a wraz z nimi wyraźna ulga dla zszarganych nerwów. Fakt, nie da się nie zauważyć, że autorka powiela znane z literatury dla młodzieży schematy, jednak nie pozwoliła sobie na fuszerkę. Zaplanowała każdy ruch co do joty, gdzie nawet każdy szczegół miał spore znaczenie. Ożywiła elementy, które niektórzy spisywali już na straty, dając im drugie życie. I za to jestem jej ogromnie wdzięczna.
Zakończenie mnie zaskoczyło. Bez dwóch zdań. Bezceremonialnie zerwało z siebie ograniczające ruchy szaty, ukazując swoje nagie, silne oblicze nieprzewidywalności. Zaparło mi dech. Choć już wcześniej Tomi Adeyemi pokazała na co ją stać, tutaj dała więcej czadu. Sprawiła, że tępo wpatrywałam się w ostatnią stronę, próbując ułożyć sobie w głowie ten harmider ofiarowanych bodźców. Nawet teraz odczuwam tę gamę odczuć, jaka mi towarzyszyła w tym momencie, przez co trzęsą mi się ręce. Jeszcze ktoś pomyśli, że mam delirkę. W sumie mogę mieć, bo jestem UPOJONA TĄ KSIĄŻKĄ!
Choć jestem w stanie pisać peany na cześć „Dzieci krwi i kości”, to nie mogę ukryć, że gdzieś w połowie książki zaczęłam odczuwać przesyt. Cieszyła mnie perspektywa niesamowitej, pełnej przygód (niekoniecznie bezpiecznych) wycieczki po tym zniewalającym świecie, jednak z czasem liczne przechadzki... męczyły mnie. Bohaterowie, skupieni na ucieczce, pozostawali w ruchu, przez co wiele urokliwych miejsc nie do końca zostało ukazanych w pełnej krasie. Namnożyło się wątków, gdzie – choć płynnie wplatały się w fabułę – można by było się bez nich obyć, odciążając nieco lekturę (jak i ręce, bo książka swoje waży). Także zastanawiający jest wątek miłosny. Wyłonił się niespodziewanie, niemal psując to, co do tej pory autorka dokonała w swym niemal dopieszczonym do granic możliwości scenariuszu. Nagły wybuch uczuć między tymi, którzy do tej pory starali się wbić miecz w serce temu drugiemu? Wybaczcie, ale nie zdołam tego kupić nawet za cenę dobrze skrojonej fabuły, magicznych wrażeń oraz pakietu gamy emocji, jakie można odczuć przy lekturze. Niedorzeczność.

PROSZĘ, NIE OCENIAJ LUDZI PRZEZ PRYZMAT JEGO BLISKICH

Życie nie skąpiło Zélie parszywych niespodzianek. Pozbawiona matki, wzoru do naśladowania, przyrzekła sobie nie dopuścić do tego, aby ten sam los spotkał Babę oraz Tzaina, jej starszego brata. Tym samym poddała się żmudnemu treningowi, który ją zahartował i sprawił, że nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Kiedy na jej drodze stanęła Amari, córka największego wroga, cały dotychczasowy spokój ducha minął. Dziewczyna została rzucona na głęboką wodę, a prowizoryczne bezpieczeństwo odeszło w niepamięć. Nie dziwiło mnie to, jak Zélie postrzegała intruzkę. Nawet w sporym stopniu ją rozumiałam. Amari była córką tego, kto poprowadził bliską jej osobę na śmierć, dlatego cała odpowiedzialność za ten czyn spadła właśnie na nią. Dogryzała jej na każdym kroku, pokazując, jak bardzo nią gardzi, próbując sobie w jakiś sposób ulżyć. Uwolnić od bólu, jaki jej towarzyszył i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Tyle że w ten sposób pokazywała, iż wcale nie jest lepsza od króla-tyrana. Choć ten spór nie pozostawiał po sobie ofiar śmiertelnych, nienawiść zakrzywiająca rzeczywistość nie przynosiła niczego dobrego. Szkoda tylko, że Zélie tak zaślepiła nienawiść, bo księżniczka nie zasługiwała na takie traktowanie.
Amari była przyjaźnie nastawioną, pełną ciepła, nieznającą życia poza pałacem córką brutalnego króla, gdzie ten wraz z żoną uczył ją posłuszeństwa od wczesnych lat dzieciństwa. Jeżeli nie wypełniała woli rodziców, bywała za to srodze karana. Dzieliła to przykre dzieciństwo z bratem, Inanem, lecz pewien czyn sprawił, że ich relacje się ochłodziły. Na szczęście księżniczka odnalazła wsparcie w swej pokojówce, ibawitce, którą traktowała jak siostrę. Jej utrata sprawiła, że dziewczyna postanowiła zaryzykować i, wykradając cenny przedmiot, uciec w poszukiwaniu ratunku, nie tylko dla siebie. Niejednokrotnie udowadniała, że choć pozornie powinna być krucha, niezdatna w walce ze sługusami własnego ojca, potrafi zrzucić diadem z głowy i wesprzeć Zélie i jej brata pomocnym ramieniem. To znacznie różniło ją od Inana, posłusznego do granic możliwości ojcu księcia, powoli przygotowującego się do przejęcia jego roli. Zafiksowany na punkcie walki z magią, nawet nie dostrzegał, jak prawda umykała mu między palcami, a wbite do głowy cudze postrzegania świata doprowadzały do obłędu. Jak Amari polubiłam z miejsca, tak jego nienawidziłam całym sercem. Nie rozumiałam, co takiego Zélie widziała w tym człowieku. Niejednokrotnie pragnęłam tej upartej dziewusze przemówić do rozsądku, lecz miłość doprawdy hasa dziwnymi ścieżkami...

Wcale nie dziwię się temu, że ta książka jest rozchwytywana na całym świecie, zdobywając wysokie pozycje na listach bestsellerów. Tomi Adeyemi wykonała kawał dobrej roboty. Wyraźnie wyczułam, że włożyła w nią całe swoje serce, nie tylko chcąc pokazać, że jest utalentowaną pisarką, twórczynią fascynującej, przepełnionej mitologiczną magią historii. Autorka, poprzez „Dzieci krwi i kości” pragnie zwrócić uwagę na to, ilu niewinnych ginie z rąk tych przepełnionych nienawiścią, pozornie niosących pokój i bezpieczeństwo ludzi. Uczula na to, że nie można morderczych zapędów tłumaczyć strachem przed nieznanym. Wręcz apeluje o to, byśmy nie byli obojętni na krzywdę bezbronnych osób. Czasami wystarczy dosłownie niewiele, aby przeciwstawić się rasizmowi, który – choć żyjemy już w czasach, kiedy ponoć jesteśmy bardziej tolerancyjni – rośnie w siłę. Pokażmy, że to właśnie od naszego wsparcia zależy przyszłość nas wszystkich.

Podsumowując. „Dzieci krwi i kości” znacznie podnosi poprzeczkę kolejnym książkom fantastycznym, skierowanym do młodzieży swoim wypielęgnowaniem szczegółów i dopięciem fabuły na ostatni guzik. Po prostu jestem zakochana w tej książki. To sprawia, że Tomi Adeyemi będzie musiała się postarać, aby kolejny tom wniósł ze sobą powiew świeżości, bo moje wymagania wzrosły i nie jestem w stanie ich obniżyć. Autorko – zaskocz mnie! Tchnij w swoją twórczość kolejną fantastyczną nowość, bym mogła bez skrupułów wybudować ci ołtarzyk na środku pokoju!

MOJA OCENA:
★★★★★★★★☆☆


DEMONICZNA STREFA CYTATÓW:

Wahasz się, bo na tym polega bycie królem. […] Masz serce i masz obowiązek. Jedno musi ucierpieć kosztem drugiego.

Dopóki nie mamy magii, dopóty nie będą nas szanować. Muszą poczuć, że nie mogą atakować nas bezkarnie. Jeżeli będą palić nasze domy, my im odpłacimy tym samym.


24 komentarze:

  1. Nie zagłębiam się w recenzję, żeby sobie nic nie zaspojlerować. Jestem na początku tej książki i jak na razie mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nie czytałam fantastyki, wiec chętnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytam książek fantasy, dlatego odpuszczę sobie ten tytuł. Zupełnie się w nich nie odnajduję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne przesłania płyną z tej książki, nie tylko dostarcza ciekawej rozrywki czytelniczej, ale również kształtuje określone wzorce, cenna propozycja czytelnicza, polecę mojej młodzieży. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyka to mój konik, a jeszcze tak zachwalasz ...muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli będę miała możliwość to przeczytam, bo mało kiedy mam okazję czytać fantastykę, a lubię ją :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje się ciekawa, więc chętnie przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwykle nie sięgam po takie książki, ale zaciekawiłaś mnie recenzją.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na temat tej książki słyszałam wiele pozytywnych opinii, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie słyszałam o pozycji, ale jestem jej bardzo ciekawa. Rozejrzę się za nią.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam, jak czytałam o tej książce na zagranicznych stronach. Czytelnicy bardzo się nią zachwycali i miałam na nią wielką ochotę. Cieszę się, że wydawnictwo pozostało przy oryginalnej okładce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie ją czytam :D Jestem w okolicach setnej strony i już się cieszę na dalszą część :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Całkiem nie mój styl. Odpuszczam na 100%

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się z tak pozytywnej recenzji, bo właśnie zamówiłam ją do biblioteki :) Dzięki temu przeczytam ja i będę mogła polecić czytelnikom. Dobremu fantasy zawsze mówię tak, nie ważne czy to dla młodzieży czy dla dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tematyka bardzo intresująca , książka zapowiada się ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  16. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę! Nie ma szans żebym odpuściła.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dawniej uwielbiałam fantastykę, teraz już czytam jej bardzo mało. Jeżeli chodzi o tę książkę okładka w ogóle mnie nie przekonuje :( A jednak to jest podstawa, żebym wzięła książkę w ogóle do ręki :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Z Twojego tekstu aż kipią emocje z pewnością towarzyszące ci podczas czytania. Nie mogę być obojętna na książkę, która wyzwala takie pokłady ekspresji, zwłaszcza, że od dłuższego czasu szukam powieści fantastycznej, od której nie mogłabym się oderwać. Czuję, że w końcu idealnie trafiłam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyżby jednak na ten gatunek czekało mimo wszystko coś dobrego? Aż trudno uwierzyć!

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo podoba mi się Twoja emocjonalna recenzja! Na początku pomyślałam, że to chyba nie dla mnie, ale im więcej przeczytała z Twojej opinii, tym bardziej zaczęłam chcieć przeczytać tę książką. Chyba po nią sięgnę w niedługim czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiem ci, że zmiażdżyłaś mnie recenzją. Koleżanka blogerka też już przeczytała książkę i wiem, że jest zachwycona. Ty też mnie tu powalilaś. Jeszcze mówisz o zagranicznych opiniach, które też są dobre Kurczę boję się lo nią sięgnąć, bo książki, które innym się podobają, do mnie nie przemawiają. Mam nadzieję, że z tą będzie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie czytam fantastyki także raczej nie wpadnie w moje ręce

    OdpowiedzUsuń